Odbieram telefon. Ewa. Możesz rozmawiać? Rozmawiamy. W słuchawce słyszę chcarakterystyczny dźwięk. A wiesz, właśnie ucieram marchewkę. Jeśli ci przeszkadza, to przestanę. No co ty. Ja akurat opróżniam zmywarkę. Wielozadaniowe. Nie siądą po ludzku, pogadać i wybierają się do siebie od kilku tygodni, tak to już z nami jest. Takie jesteśmy. Rozmawiamy, a porządek w kuchni się robi, że o mufinkach marchewkowych nie wspomnę. Wiesz, no taka pogoda, że tylko marchewkowy wypiek poprawi mi humor. Za mną też chodzi od kilku dni, ale na wyciągnięcie ręki miałam akurat jeszcze drożdżówki z niedzieli.
Z tymi drożdżówkami to miałam kłopot. A właściwie dwa kłopoty. Najpierw w głowie pojawił się mglisty pomysł, by połączyć drożdżówki z cynamonowymi rollsami i jeszcze – bogato je nadziać, najlepiej jabłkami. Zwijałam je sobie w myślach, uprzednio rozwałkowawszy i kombinowałam – jak by to zrobić, żeby tych jabłek było jak najwięcej i żeby pogodzić z nimi jeszcze kruszonkę??? A kiedy już rozwałkowałam i zwinęłam pierwszy rulon celem uzyskania ślimaków (uff! udało się wcielić pomysł w czyn), upiekłam, chciwie pochłonęłam jeszce ciepłe 2 sztuki i obfotagrafowałam to, co zostało, siadłam i zgłupiałam – ale jak je teraz nazwać? Co to ma być? Ślimaki? Rollsy? Zajęło mi to 3 dni. Aż w końcu obudziłam się rano i już wiedziałam. Drożdżówki Charlotty. Niedosłownie, a wystarczająco tajemniczo, by przyciągnąć uwagę. Bo mam nadzieję, że jak raz przyciągną, to spokoju nie dadzą. Są obłędne! Polecam gorąco.
Rewelacyjne jeszcze ciepłe i wieczorem tego samego dnia, następnego i kolejnego też, bo nadziane jabłkami utrzymują wilgoć. No i ta kruszonka! W samym drożdżowym ograniczyłam ilość cukru do absolutnego minimum, podobnie – w masie cynamonowej, w kruszonce nie żałowałam. Jeśli zaś chodzi o jabłka – mam takie cudne słoje litrowe z prażonymi jabłkami, które przygotowują mi rodzice z naszej stareńkiej działkowej renety. Użyłam ich. Jeśli macie dostęp do takowych – nie wahajcie się ich użyć.
Nie dajmy się jesiennym nastrojom – a jeśli już, to tylko tym pozytywnym, i pod kocyk, z książką. Trzymajmy się ciepło!

Drożdżówki Charlotty
Składniki: na 12 sztuk
Ciasto:
250 ml mleka
70 g miękkiego masła
1 łyżka cukru
2 1/2 łyżeczki drożdży instant lub 15-17 g drożdży świeżych
1 jajko
2 żółtka
525 g mąki tortowej
duża szczypta soli
duża szczypta cynamonu
Nadzienie:
1/3 szkl. brązowego cukru
1 łyżka cynamonu
2 łyżki roztopionego masła
4-5 jabłek obranych, pokrojonych w kostkę i podduszonych
skórka otarta z 1 cytryny
Kruszonka:
75 g mąki
33 g cukru trzcinowego
33 g cukru kryształ
45 g masła, roztopionego
Ponadto:
1 jajko do posmarowania bułeczek przed pieczeniem
Przygotowanie:
- Przygotowujemy ciasto. Jeśli używamy drożdży instant wszystkie składniki umieszczamy w misie robota i dajemy mu popracować. Jeśli używamy drożdży śiweżych, zasypujemy je cukrem, mieszamy do rozpuszczenia, dodajemy 1 łyżkę mąki, mieszamy i zalewamy ciepłym mlekiem. Odstawiamy pod przykryciem, w ciepłym miejscu, do podwojenia ilości. Następnie dodajemy do reszty składników i wyrabiamy, wyręczając się maszyną bądź własnymi rękami 🙂
- Wyrobione, jednolite ciasto przekładamy do miski, przykrywamy i odstawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia w ciepłe.
- Jeśli nie mamy uprażonych jabłek to obieramy 4-5 sztuk, pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w kostkę, wrzucamy na rozgrzane masło, dodajemy 1 łyżkę soku z cytryny i prażymy, aż zaczną się lekko rozpadać. Studzimy.
- Przygotowujemy nadzienie. Łączymy wszystkie składniki do uzyskania pasty.
- Podobnie przygotowujemy kruszonkę – łacząc skłądniki i rozcierając je między palcami do uzyskania kruszonki.
- Następnie postępujemy zgodnie z instrukcjami poniżej:


Smacznego!
Czytałam przepis i już czułam ten zapach i smak. Zrobiłam bez żadnych zmian, chociaż lubię czasami pokombinować. Bułeczki były przepyszne, mięciutkie, wilgotne z solidną porcją cynamonu.
Magdaleno!
Bardzo sie ciesze i dziekuje za zaufanie 🙂
Pozdrawiam bardzo serdecznie
Ania
No udało Ci się mnie przyciągnąć nazwą, a jak doczytałam że z cynamonemi bogato nadziane w jabłka i posypane kruszonką to już przepadłam. Teraz za mną będą chodzić, masz babo…bułki 🙂
Zuzanno,
szczerze mam nadzieję, że jak tak dłużej będą chodzić – to w końcu wychodzą… i je upieczesz 🙂
Trzymam kciuki i pozdrawiam Cię serdecznie – kopę lat 😉
Ania