Ostatnio przeczytane

Ten wpis dedykuję pani Joannie, która sprawiła, że zamiast sięgnąć po książkę przed snem, sięgnęłam po komputer, by jeden z trzech przygotowanych wstępnie wpisów książkowych opublikować. Bo rzeczywiście – dawno nie było na Addio polecajek książkowych.

Można o tej książce napisać bardzo wiele. Że jest mądra, smutna, zabawna, refleksyjna, zaskakująca, przewidywalna, świetnie napisana… ale to i tak nie wyczerpie wielości wrażeń i emocji, które jej lektura gwarantuje. Kiedy człowiek ląduje z zawałem w szpitalu sprawy mogą potoczyć się w dwójnasób. Skoro jednak bohater całego zamieszania napisał i wydał książkę te zdarzenia przedstawiającą, możemy się spodziewać jak sprawy się potoczyły. Takie bowiem graniczne doświadczenie skutkuje zmianami w życiu i sposobie jego postrzegania. Więc niby wszystko to jakoś wiemy / przeczuwamy. Szkopuł jednak w tym, jak doskonale to jest napisane. Jak bardzo te osobiste, intymne doświadczenia trafiają do czytelnika, pozostawiając go w zadumaniu i poczuciu wdzięczności, że do świata przeżyć autora został dopuszczony.

Jeżeli ktoś zna twórczość Perrin to z całą pewnością sięgnie po „Colette”i każdą kolejną książkę autorki wydaną na polskim rynku. Takich czytelników zachęcać do lektury nie trzeba. Jeśli jednak dla kogoś miałaby „Colette” być pierwszą przeczytaną książką Perrin – poleciłabym sięgnięcie po „Zapomniane niedziele” lub „Życie Violette” (ze wskazaniem na tę pierwszą, moim zdaniem najlepszą książkę autorki. Zaczynam bowiem po lekturze „Colette” mieć wrażenie, że autorka sięga po ciągle te same narracyjne sztuczki, przez co całość staje się powoli coraz bardziej przewidywalna. Nie jest to zarzut, nie będę nawet próbować kogokolwiek do lektury „Colette” zniechęcać, to wciąż jest bardzo sprawnie napisana opowieść, która niezmiennie – wciąga i wzrusza. Stąd – na pewno będzie to ciekawie spędzony czas. Być może jednak – jest wiele książek, które®e są w stanie oferować coś więcej.

Korci mnie bardzo zestawienie opisanej powyżej książki Mikołaja Grynberga i Mélissy Da Costa ale przeszkadza mi w tym zabiegu świadomość, że to jednak biografia versus fikcja. Jednakowoż obie pozycje opowiadają historię ludzi poprzez doświadczenie śmierci. Nie bardzo chcę zdradzać szczegóły akcji „Błękitu”, mam bowiem poczucie, że im mniej o niej wiecie, tym lepiej dla Was. Jeśli ufacie moim dotychczasowym wyborom prezentowanym na Addio, sięgnijcie po niego. A potem napiszcie, czy podzielacie zachwyt nad lekturą. Na podstawie książki powstał film, ja jeszcze nie widziałam ( i nie wiem, czy w ogóle to zrobię. Czasami tak jest po prostu lepiej).

Książka drogi. Opowieść snuta sprawnie, porywająco momentami, poruszająca i wciągająca. Z ciekawym kontekstem Ameryki lat 30. Taki trochę Mark Twain i Barbara Kingsolver w jednym. Choć zdecydowanie nie tak mistrzowska. A jednak – warto.

Nie da się napisać, że jest to musi read dla każdego wielbiciela jedzenia. Bo – powiedzmy sobie szczerze, wielbiciele jedzenia mają dziś do dyspozycji wiele innych, być może bardziej fascynujących książek. Ja dostałam Tucciego w prezencie. Przeczytałam w jeden wieczór. Bawiłam się dobrze. I tyle. Chyba jednak wolę Tucciego oglądać, niż czytać. (Tutaj polecam „Stanley Tucci: W poszukiwaniu włoskich smaków”)

Mam mieszane uczucia. Nie rozumiem tytułu książki. Momentami męczyłam się przy lekturze. Nie miałam kompletnie poczucia, że to ta sama autorka napisała „Demona Copperheada” (ok, ten ostatni powstał ponad 20 lat później – więc może i warsztat w tym czasie udało się Kingsolver dopracować). Podobał mi się sposób, w jaki autorka budowała silne kobiece postaci w tej książce (naprawdę można spokojnie uznać je za bardzo momentami inspirujące), opisy przyrody, natura Appalachów. Ale nie wiem tak do końca, czy mogę ją Wam polecić.

to be continued…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *