Ostatnio przeczytane

Pójdźmy za ciosem. Kolejny wpis ksiażkowy od dawna czekający na publikację przed nami. A w tym stosiku co najmniej 3 książki absolutnie świetne. Ciekawe, czy odgadniecie, które. A może to także Wasze typy?

To chyba jest trochę tak, że jak się polubi główną bohaterkę / głównego bohatera – to książka przypadnie nam do gustu i nic lub niewiele jest w stanie to zmienić. Wybaczcie, jeśli uznacie to za truizm. Ale to była jedna z pierwszych moich refleksji po przeczytaniu Brooklynu. (Po drugim tomie, szczególnie na początku – miałam ochotę potrząsnąć mocno Eilis Lacey, żeby się obudziła – tej mojej złości wystarczyłoby pewnie co najmniej za nas dwie). Kolejna myśl po lekturze obu tomów – to jest niemal tak dobre jak „Profesor Stoner” – tzn. tak dobrze napisane, tak świetnie się czyta i płynie przez tę opowieść. Wielką zaletą obu tomów jest poczucie, że może ona trafić do czytelnika na wielu różnych poziomach. Może być po prostu romansem, opowieścią o życiu kobiety, jej dojrzewaniu, próbie samostanowienia, historią o życiu na emigracji, subtelnym studium rozwoju człowieka w obliczu okoliczności mu narzuconych. Jestem do dziś tą lekturą zauroczona, a przecież czytałam ją zimą. Także – sami rozumiecie.

Myślę, że będę wierną czytelniczką Jakuba Małeckiego do ostatniej napisanej przez niego książki. Te historie, losy ich bohaterów, dramaty i nade wszystko – ten smutek i ta Miłość, która nie chce przeminąć, to coś, co do mnie przemawia. Janek skradł moje serce. Może nie jest to książka równie dobra jak „Dygot”. Ale to z całą pewnością Małecki, którego uwielbiam. I już.

Nie wiem, czy trzeba lubić filozofię, żeby docenić to dzieło. Z całą pewnością trzeba lubić tę retorykę. Bo choć to filozofia codzienności, pochylająca się nad czynnościami tak zwyczajnymi jak obieranie ziemniaków, ścielenie łóżka, pieczenie pierogów z wiśniami, to jednak wymagająca pełnego skupienia i erudycyjna. Może nie dowiemy się, jak powinniśmy żyć – ale z całą pewnością uświadomimy sobie, jak bardzo fizycznie, zmysłowo istniejemy.

Niespieszna opowieść o codzienności wypełnionej żałobą. Tęsknota za Anną, wspomnienia wspólnego życia stanowią treść życia Sy’a Baumgartnera, podczas gdy codzienność uparcie przypomina bohaterowi, że trzeba żyć chwilą, tu i teraz, czy tego chcemy czy nie. Jak bardzo to jest trudne, nie musimy już sobie wyobrażać. Ale nie jest to dzieło wybitne, którego lekturę będę Wam gorąco polecać.

Po kilku miesiącach, które upłynęły od lektury, zajęło mi naprawdę dobrą chwilę, odnalezienie w pamięci wspomnienia o Błahostce. I wiecie co? Najpierw pomyślałam, że mimo wszystko to jednak można tę lekturę polecić na wakacje. Nie rekomenduję ale też nie odradzam.

A to ciekawa historia, bo książkę pożyczyła mi koleżanka z pracy. Ani tytuł , ani Autorka zupełnie nic mi nie mówiły. A tymczasem: Pearl s Buck, urodzona w 1892 roku, za swoją drugą powieść Łaskawa ziemia (The Good Earth, 1931),która stała się najlepiej sprzedającą książką w latach 1931–1932, otrzymała Nagrodę Pulitzera. W 1938 roku jako trzecia Amerykanka i czwarta kobieta została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, za „wspaniały epicki opis życia chińskich chłopów i za biograficzne arcydzieła”. Ekranizacja Łaskawej ziemi otrzymała w 1938 r. dwa Oskary: dla Luise Rainer za rolę kobiecą i dla Sidneya Franklina najlepszego reżysera. Buck była bardzo płodną pisarką, wydała ponad 70 powieści, zbiorów opowiadań, książek dla dzieci, biografii i przekładów z języka chińskiego. W Chinach spędziła pierwsze 18 lat swojego życia. Może dlatego Łaskawa ziemia, saga rodu, której założycielem jest marzący obsesyjnie o posiadaniu ziemi Wang Lung, jest tak realistyczna, przekonująca w szczegółach i wciągająca. Język, styl, wszystko tu jest tak odmienne od literatury, jaką przychodzi nam czytać współcześnie. Piękno tej prozy polega również na uniwersalności losów jej bohaterów. Bardzo to ciekawy eksperyment czytelniczy. Ja koniecznie muszę sięgnąć po kolejne tomy, które zapewne wypożyczę sobie w polskiej bibliotece 🙂

kMyślę, że książek Bartka Kieżuna polecać nikomu nie trzeba. Oprócz naprawdę absolutnie solidnej wiedzy o danym mieście, jego tajemnicach, historii i nietuzinkowych miejscach dostajemy również polecenia i rekomendacje restauracji, kawiarni, barów i – co najfajniejsze – przepisy na dania, które przyjdzie nam skosztować, a które chcielibyśmy powtórzyć w domu, po powrocie. Przepisy na dania emblematyczne, ale nie tylko. Co istotne, przepisy proste i szybkie w przygotowaniu. Zwiedzałam Barcelonę z Kieżunem pod pachą i wypróbowałam z niej już kilka przepisów i kiedy znowu się tam wybiorę, co nastąpi niedługo – znów stanę na głowie, żeby zmieścił się w moim bagażu podręcznym.

Usłyszałam kiedyś wywiad w radiu z Katarzyną Ławrynowicz i z radością odkryłam, że pochodzimy z tego samego miasta. Jak to się stało, że związała swoje życie z Marokiem? A ponieważ to Maroko już od dawna mi się marzyło, książkę kupiłam i czytaliśmy ją sobie wspólnie w samolocie i wieczorami, już na miejscu. Nie jest to klasyczny przewodnik. Raczej opowieść o mieście, które jest naprawdę wyjątkowe i jego mieszkańcach. Szacunek i próba zrozumienia miejsca i ludzi tam żyjących, których dowód dawała autorka, skłaniają do wnikliwej lektury. Katarzyna Ławrynowicz nie ocenia, a obserwuje i próbuje współuczestniczyć, poznać, zrozumieć. To piękna postawa, warta naśladowania. Może dlatego tę książkę, jako osobistą opowieść o mieście, czytało się tak dobrze.

to be continued…

3 komentarze Dodaj swoje
  1. Dobry wieczór,
    no w końcu! Jest Małecki! 😁
    Bo już się niepokoiłam, że jest nowa książka, a u Pani coś cicho. 🤔
    Przyznam, że nie jestem jego „psychofanką”, ale rozumiem ten poziom uzależnienia. Ja tak mam z Tokarczuk. Od samego początku.
    Kiedyś obiecałam Pani jakąś polecajkę i chyba mam. (Sprawdziłam, zdaje się, że nie czytano ☺️).
    Czytam jeszcze, ale jestem przekonana, że trafi w gusta. Paul Murray „Żądło”. Nie będę zdradzać fabuły, ale zapewniam, świetnie się czyta. To ten styl, który sprawia, że nie czujesz, że czytasz. Historia od razu pojawia się w Twojej głowie. ☺️
    Polecam gorąco i pozdrawiam serdecznie,
    Joanna

    1. Dzien dobry Asiu,
      I ja mialam tak z Tokarczuk, czytalam wszystko zaraz po wydaniu, jeszcze na studiach, dlatego dzis mam wszystkie pierwsze wydania jej ksiazek, mocno zaczytane 🙂 i nie mogé sié ju doczeka nowej ksiazki noblistki. Za polecajke ogromnie dziekuje – okladka przewinela mi sie gdzies orzed oczami, ale teraz to trafia do najblizszego zamowienia. Bardzo dziekuje rowniez, za komentarz, dodaje skrzydel taka szybka i ciepla reakcja 🙂
      Posylam moc serdecznosci
      Ania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *