Jesienią już niedługo niemal przejrzałą – pisać o książkach lata. No tak, ale ja cieszę się, że w końcu tu dotarłam. Pisząc te kilka słów wstępu. Nie wiem, ile wieczorów ten wpis powstawał. Nie zliczyłabym. W sumie – nie ma to najmniejszego znaczenia. Najważniejsze, że oddaję go w końcu Wam, drodzy czytelnicy i mogę pójść dalej. Jesteście ze mną?
Ps. Pytanie o tyleż zasadne, że napisawszy powyższe, zamierzałam kliknąć przycisk Opublikuj i odetchnąć. Dokładnie wtedy „awaria php” ujrzała światło dzienne, czyniąc publikację niemożliwą. Co więcej – rodząc poważną troskę o Addio. Jednakowoż cud-mąż przeprowadził niezbędne uaktualnienia i mogę przestać się martwić, że Addio zniknie z powierzchni internetów.

Tove Jansson „Księga lata”, Wydawnictwo Czarne 2026
Dwa momenty minionego lata sprawiły, że pomyślałam z rozmarzeniem i tęsknotą o życiu na wyspie. Nasza rowerowa wyprawa na Fionię oraz lektura Księgi lata. Pomyślałam, że mogłabym takie życie pokochać. Książka Jansson ma w sobie nieśpieszność, magię i nostalgię. Tu po prostu dzieje się najzwyczajniejsza codzienność, z jej obowiązkami, trudami, rytuałami – podporządkowanymi wymagającemu życiu na wyspie. Relacja babka i wnuczka – cudowna, kompletnie niecukierkowa, taka naturalna – a przez to pełna mądrości. Bardzo to była refleksyjna lektura, do sączenia powolutku. Wzbogacona ciekawie o posłowie bratanicy autorki. Polecam gorąco!
PS. Na zdjęciu moment lektury podczas pobytu na Kaszubach. Cud-mąż jest zasadniczo wielbicielem Harariego, ale czasami daje się namówić na beletrystykę (ostatnio w wykonaniu Macieja Siembiedy), tutaj jednak złapany na gorącym uczynku z książką swojego stand-up’owego ulubieńca, btw – bardzo ciekawa pozycja).
„Najbezpieczniejszą porą roku jest wczesna wiosna, margines swobody między niepokojem miasta a zwieńczeniem lata, zielonego, zadowolonego i towarzyskiego. Między wyspami nie pływają żadne łodzie, piasek jest nietknięty i wyspa ukradkiem zmierza ku dzikości.
Ma zimne i poważne kolory, delikatne jak lód w skalnych szczelinach. Niebo jest szklane i niewzruszone. Wszystko wyczekuje i nasłuchuje, pozbawione letniej kokieterii.
Nocą śpiewają alki, zawsze przy dalszej wyspie. Słychać je przed świtem, kiedy człowiek się budzi, żeby napalić w piecu. Zmarznięty i przeszczęśliwy staje w drzwiach i widzi w półświetle jałowy ląd i skały.
To, co przed rokiem uschło i umarło, leży jak brązowa osłona, kto®a przykrywa wszystko, co właśnie teraz postanowiło rosnąć.
Zapomniana szansa na prezent o życia nagle staje się możliwa. W piecu płonie ogień. Człowiek zwija się w kłębek do snu, rozpoznaje ciszę i jest w przyjaźni z samym sobą.
To radość nosić duże kamienie, podnieść kłodę z nabrzeżnej wody za pomocą siły nacisku i techniki balansowania, przeciągnąć łódź wokół cypla przy silnym południowo-zachodnim wietrze.
Woda jest jeszcze lodowata, ziemia twarda, z każdym dniem coraz silniejsze światło, czyli ciepło i raj są w zasięgu ręki. I co roku się zapomina, że szczęście jest w oczekiwaniu, nie w spełnieniu.
Ale lato dotrzymuje swojej obietnicy i przemija.
Wrzesień przechodzi w październik i wyspa znowu staje się niewzruszona i obojętna.”

Charlotte McConaghy „Dziki mroczny brzeg”, Wydawnictwo Filia, 2025
Jakoś ta lektura do życia na wyspie nieszczególnie mnie zachęciła, choć naprawdę doskonale się to czytało. Życie bohaterów Shearwater, niewielkiej wyspy u wybrzeży Antarktydy, zdominowały tajemnice, ukryte motywacje sekrety i wszystko, co niewypowiedziane. Trudno przed nimi uciec, gdy mieszka się na wyspie, a już szczególnie wtedy, gdy u jej brzegów odnajduje się na wpółżywą nieznajomą. Kim jest? Kim są mieszkańcy wyspy? Odpowiedzi nadchodzą powoli, meandrują i kiedy wydaje się, że już wszystko wiesz, okazuje się, że to tylko mroczny zaułek. Dorzućcie do tego arcyciekawy wątek banku nasion roślin z całego świata umiejscowionego na wyspie, w konfronatcji z globalnym ociepleniem – i zarwana noc gwarantowana.

Viola Ardone „Czekam aż stanie się coś pięknego”, Wydawnictwo Sonia Draga, 2020
Książkę poleciła mi czytelniczka Addio. Dziękuję Ci, Marto! A ponieważ – oprócz dzieł Eleny Ferrante niewiele mam okazji do lektury literatury włoskiej, postanowiłam spróbować. Oryginalny tytuł książki „Il treno dei bambini” („Pociąg dzieci”) jest może mniej poetycki niż jego polskie wydanie, za to lepiej opisuje historię Amerigo Speranzy, siedmioletniego neapolitańskiego chłopca. Losy Amerigo mają prawdziwą historię w tle. Jesienią 1946 r. po Neapolu krążyła wieść, że dzieci zostaną wysłane specjalnym pociągiem do rodzin w środkowych i północnych Włoszech, które się nimi zaopiekują. Takie „pociągi szczęścia” (treni della felicità) naprawdę jeździły w latach 1946–1952. Organizowała je głównie partia komunistyczna i związek kobiet UDI. Z dręczonego głodem i chorobami Południa Włoch wywieziono w ten sposób, do rodzin w Emilii-Romanii i Toskanii, kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Amerigo pozostawił w Neapolu matkę i trafił do Bolonii, do majętnej rodziny, która otoczyła go miłością i troską. Nie chcę Wam zdradzać dalszych losów chłopca. To książka niewielkich rozmiarów, odpowiednio do nich kamaralna w treści, ale niezwykle emocjonalna, wywołująca wzruszenie i refleksję.

Kiran Desai „Samotność Sonii i Sunny’ego”, Wydawnictwo Literackie, 2026
Pośród wszystkich czytelniczych planów na lato – właśnie na tę lekturę czekałam najbardziej. Ba – odwlekałam nawet lekko moment otwarcia książki na pierwszej stronie, bo w mojej ocenie, wymagał on specjalnej oprawy i okoliczności. Przeczytałam o niej tyle zachwytów z tak wielu różnych stron, że nawet trochę się obawiałam, czy aby moje oczekiwania będą zaspokojone. Kilka dni później byłam już częścią licznego grona wielbicieli autorki i jej dzieła. Trudno mi dziś z perspektywy kilku miesięcy po lekturze książki ocenić, co najmocniej stanowi o jej wartości. Być może jest to siła emocji, które wzbudza – opowiadając historię miłości i samotności młodych ludzi we współczesnym świecie. Świecie, w którym żyjemy, którego doświadczamy i obserwujemy wokół nas, niezależnie od punktu odniesienia na mapie świata. Świecie, w którym – tak jak Sonia i Sunny – doświadczamy samotności. Książka Desai uświadomiła mi, że nic tak bardzo nie czyni nas samotnymi, jak oczekiwania innych wobec nas samych. Najsmutniejsze jest również to, że są to najczęściej oczekiwania najbliższych nam osób. By skończyć już te moje górnolotne rozważania – książka Desai jest także niezwykle ciekawa kontekstowo, przybliża codzienność życia w Stanach i w Indiach ludzi, którzy próbują odnaleźć w nich swój dom. Polecam gorąco!

Karolina Lewestam „Szmaty”, Wydawnictwo Czarne, 2026
Zupełnie dla mnie niespodziewanie Szmaty wstrząsnęły mną równie mocno, jak książka Desai. Po pierwsze – absolutnie genialnie napisana. Znalazłam w niej wiele fragmentów, które natychmiast chciałam, musiałam przeczytać nagle na głos ludziom, którzy akurat byli obok mnie. Wracałam do niektórych z nich po kilka razy, by nacieszyć oczy tą frazą, tym spostrzeżeniem, przeżyć ją jeszcze raz, nie zgubić sensu w zachwycie. Po drugie – siła opowieści o życiu kobiet, tych konkretnych – bohaterek książki, ale także tych w naszym życiu, które pod wpływem lektury natychmiast przywoływała wyobraźnia. Kobiet obserwowanych oczami dziecka, potem młodej dziewczyny i w końcu – dorosłej kobiety. Od zachwytu i zapatrzenia, poprzez odrzucenie, w stronę czułej akceptacji i zrozumienia. Czy nie tak właśnie, w tym procesie, same stajemy się kobietami? Polecam gorąco!

Liz Moore „Bóg lasów”, Wydawnictwo otwarte, 2025
Może i lato skończyło się na dobre, ale przecież nie tylko wtedy czytamy wciągające bez reszty thrillery. Nie jestem szczególną entuzjastką tego gatunku – ale zdecydowanie mogłabym się nią stać po lekturze Boga lasów. Piętrzące się tajemnice, meandrujące wątki, ślepe zaułki domysłów – w tej opowieści o zaginięciu trzynastoletniej Barbary na obozie letnim w górach Adirondack, jest wszystko, by zatrzymać nas przy lekturze, aż po blady świt.

Beatriz Serrano „Ogród rozpaczy ziemskich”, wydawnictwo Znak, 2025
„Być może problem niektórych ludzi – mówiąc „niektórych”, mam na myśli ludzi takich jak ja – polega na tym, że liczymy iż życie zaoferuje nam coś niesamowitego w najmniej oczekiwanym momencie. Pewnego dnia ślepy traf sprawi, że od tego momentu będziemy szczęśliwi, ponieważ wszystko wokół nas się zmieni bez naszego najmniejszego udziału. Koniec z orfidalem na śniadanie i uczuciem pustki po powrocie do domu. Koniec z nieoczekiwanymi łzami na widok reklamy coca-coli czy z sileniem się na spacery po mieście w nadziei na znalezienie czegoś, co, jak się wydaje, zamiast cię szukać, od ciebie ucieka. Opieram czoło o szybę i patrzę na znikający z nami Madryt. Może w tym tkwi sekret szczęścia: obniżyć oczekiwania, ustatkować się, grać w padla, gotować w niedzielę paellę, mieć grupę przyjaciół, robić sobie hybrydowy manicure co dwa tygodnie, mieć dzieci, segregować odpady, adoptować psa, przeprowadzić się na przedmieście, mieć ogród, poślubić Carlosa.„
Z wiekiem coraz bardziej doceniam, jak książki pozwalają nam poznawać i rozumieć ludzi wokół nas. Ogród pomógł mi spojrzeć na życie młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie, bez filtrów isłodzenia. Bo że nie mają lekko – to wiemy, ale jak sobie z tym radzą – to już ciekawe. Być może wpływ na mój odbiór miał fakt, że sama jestem mamą młodej dziewczyny, która swoje dorosłe zawodowe życie rozpoczynała – tak jak bohaterka, w Madrycie. Na pewno. Ale – z całą pewnością to świetnie napisana opowieść o współczesnej młodej kobiecie próbującej odnaleźć sens, w pozornie tylko idealnym życiu. Opowieść momentami pełna humoru, ale ri smutku a przez to momentami – gorzka. Polecam gorąco!
„Prawdziwe życie jest o wiele bardziej zwyczajne: dojazdy do pracy metrem, popołudnia w supermarkecie, telefony do obsługi klienta twoje firmy telefonicznej, badania ginekologiczne, kosze z praniem piętrzącym się w łazience, tubki pasty do zębów wyciskane i zwijane, żeby wykorzystać zawartość do końca, wiadomości bez odpowiedzi od osób, którym chciałoby się odpisać, i wiadomości z odpowiedzią do ludzi, na których człowiekowi nie zależy, rachunki, karty lojalnościowej La Sireny lub Carrefoura w portfelu, czas bezczynności, czekania, nieprzeczytane książki, paragony, śmierdzące gąbki, gruntowne porządki w kuchni, w której smażyło się coś na dużej ilości oleju. W prawdziwym życiu jest nuda, niepokój, są sytuacje, które niczemu nie służą, bo do niczego nie prowadzą, które nie sprawiają, że człowiek się rozwija, ani w żaden sposób nie posuwają niczego do przodu.„
(…)
„Myślę o telefonie matki, dzwoniącej w każdą środę kwadrans po szóstej, i przez chwilę żałuję, że nie jest środa kwadrans po szóstej i nie mogę jej powiedzieć całej prawdy: „Mamo, chyba nie czuję się dobrze. Chyba nikt nie czuje się tak zupełnie dobrze, ale ze mną jest trochę gorzej niż z innymi. (…) Mamo, chcę uciec, nie chcę tu być, nie chcę żyć tym życiem. Mamo, chcę wrócić do naszego miasteczka, chcę się kłaść spać o dziesiątej wieczorem, chodzić na spacery i nie musieć się wysilać, żeby być kimś. Nie chcę być nikim.”

Angie Kim „Iloraz szczęścia”, Wydawnictwo Filtry, 2025
To książka zdecydowanie wyróżniająca się w moim zestawieniu lektur lata, ale i w ogóle ostatnich miesięcy. Po pierwsze łączy w sobie elementy obyczajowe, psychologiczne, filozoficzne ale również – z zakresu językoznawstwa. Jest to zdecydowanie zaleta tej książki. Gdyż to właśnie umiejętne połączenie, przeplatanie się tych wątków powoduje, że od książki trudno jest się oderwać, tak bardzo wciąga i angażuje czytelnika. Kim porusza w nim kilka ważnych kwestii, by nie sięgać daleko – neuroatypowości, autyzmu, niepełnosprawności czy szeroko pojętej odmienności. Wszystkie one, w świetle wydarzeń opisanych w książce, obarczone są krzywdzącymi stereotypami. Lektura Ilorazu pozwala nam się z nimi zmierzyć, zastanowić nad własnymi postawami. Dlaczego na kogoś, kto ma kłopoty z wysławianiem się, patrzymy jak na osobę mniej inteligentną? Skąd przekonanie, że każdy spotkany Azjata będzie uzdolniony matematycznie. Od pierwszych stron książki pragniemy po prostu dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w parku i co stało się z ojcem chłopca – tyle tylko, że po drodze dajemy się wplątać w wiele inspirujących wątków. Polecam gorąco!

Virginia Evans „Korespondentka”, Wydawnictwo Filia, 2025
Rewelacyjny pomysł na książkę. Losy bohaterki poznajemy na podstawie korespondencji, którą prowadzi. Listy, które pisze i otrzymuje od różnych osób w swoim życiu Sybil Van Antwerp – przybliżają nam jej historię. Sybil pisze nie tylko do rodziny i przyjaciół, ale także do swoich ulubionych pisarzy, którzy – co odkryłam z radością, są także moimi ulubionymi autorami. Zyskałam dzięki Korespondentce kilka nowych inspiracji czytelniczych. Ale w tej pisanej listami opowieści skrywają się zdarzenia, z którymi Sybil musi się zmierzyć. I jeśli szukacie książki podnoszącej na duchu, podtrzymującej wiarę, że nigdy nie jest za późno na zmiany – to Korespondentka jest ku temu doskonałą pozycją. Polecam gorąco!

Charlotte McConaghy „Kiedyś były tu wilki”, Wydawnictwo Filia 2026
Tego lata sięgnęłam po dwie książki McConaghy – obie świetne, nie tylko na lato – jeśli lubicie thrillery. No samo ciśnie się pod palce na klawiaturze – więc nie uniknę – to opowieść o sile miłości, granicach, które w jej imię jesteśmy w stanie przekroczyć, ludzkim okrucieństwie i bezwzględności nie tylko względem drugiego człowieka.

Paul Murray „Żądło”, Wydawnictwo Filtry, 2025
Myślę sobie, że gdyby ta książka była o połowę krótsza, byłaby w stanie bardziej przywiązać mnie do siebie emocjonalnie. Czujemy i widzimy, że wszystko tu, od samego początku zmierza do katastrofy. Obserwujemy losy czteroosobowej rodziny, rodziców i dwójki dzieci. To oczami każdego z nich z osobna śledzimy zdarzenia, przeczuwamy nadchodzącą tragedię, obgryzamy paznokcie albo trzymamy kciuki, potrząsamy głowami z niedowierzaniem. Dla bardzo wielu to książka absolutnie kultowa. Opinie o niej są zdecydowanie entuzjastyczne. Ja jednak mam mieszane uczucia. Kurczę, nie umiem ich uzasadnić.
„W dzisiejszym rozwiniętym świecie największym zagrożeniem dla ładu politycznego jest to, że ludzie zaczną bardziej zwracać uwagę na to, co się dzieje wokół nich. I dlatego nawet niewolnicy mają dostęp do rozrywki. Można wręcz powiedzieć, że jesteśmy opłacani rozrywką. Powieść była pierwszym przykładem czegoś, co w dwudziestym pierwszym wieku stało się ogromnym przemysłem rozrywki, bezkresną machiną pomyślaną w taki sposób, aby nas rozpraszać i zniewalać. Przedstawia się nam wirtualny świat napędzany, dosłownie, zagładą tego prawdziwego.„

Georgi Gospodinov „Schron przeciwczasowy”, Wydawnictwo Literackie 2022
Zakochałam się w Gospodinovie. Pisze pięknie, porywająco, poetycko. I wydaje się, że to idealny sposób, by pisać o sprawach tak smutnych jak utrata pamięci. Wypada mi tutaj ostrzec, że nie jest to prosta, linearna opowieść. Miałam momentami poczucie, że nie muszę wszystkiego dokładnie zrozumieć, wyobraźnia i wrażliwość wychwycą sens, przekaz. Ja byłam tą lekturą urzeczona. Mam w planach czytelniczych wszystkie książki Gospodinova przetłumaczone na polski. Polecam gorąco!
„Jeden staruszek, którego często do nas przywożono, uwielbiał chować się za kotarą. Stał tam niczym podstarzały chłopiec bawiący się w chowanego, ale gra się przeciągała, inne dzieci zrezygnowały, rozeszły się do domów, zestarzały się. I nikt go nie szukał. A on stał za tą zasłoną i nieśmiało wyglądał, żeby sprawdzić, dlaczego tak zwlekają. Najstraszniejsze w tej zabawie w chowanego wydawało mi się zrozumienie, że już nikt cię nie szuka. Dzięki Bogu on, tak mi się wydaje, tego nie pojął.
W sumie nasze ciało okazuje się z natury litościwe – pod koniec nieco amnezji zamiast anestezji. Pamięć, która nas opuszcza, pozwala nam się pobawić po raz ostatni na wiecznych łąkach dzieciństwa. Kilka wyproszonych minut, no jeszcze chociaż pięć, tak jak kiedyś pod domem. Zanim zawołają nas po raz ostatni.„

Ann Patchett – „Dziedzictwo”, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026
Jestem wielką fanką „Domu Holendrów” Patchett. Przede wszystkim dlatego sięgnęłam po Dziedzictwo. Także i tutaj, od samego początku mamy poczucie, że wydarzy się coś złego. I że wydarzenia opisywane od pierwszych stron będą miały swoje konsekwencje. Poznajemy splątane w ten sposób losy dwóch rodzin. Dostajemy opowieść o rodzinie, dojrzewaniu, przyjaźni, relacjach, które nie muszą wynikać z więzów krwi oraz o tym, jak dzieciństwo kształtuje nasze życie i relacje.

Trias de Bes Fernando, Alex Rovira Celma „Szczęście czy fart”, Wydawnictwo Amber 2026
W sumie zastanawiałam się, czy w ogóle Wam o tej książce wspominać. Bo to taka książeczka na jeden wieczór, może 2 godziny lektury, nie więcej. W formie przypowieści opowiada o sprawach, o których my dorośli powinniśmy wiedzieć. I pewnie wiemy. O jej kupno poprosił mnie mój syn. Pomyślałam, że to będzie solidna, motywująca lektura, w sam raz dla niego. Nie przeszkodziło mi to przeczytać jej nim on zdążył wrócić z treningu 🙂 I może to nic nowego – a jednak. Dobrze jest ją podarować komuś w prezencie. Bo może i każdy jest kowalem swojego losu, ale jeszcze trzeba mieć siłę i motywację by kowadło chwycić w dłoń i uderzać do skutku.
to be continued…
