Można się nabrać. Kiedy wyjdzie się wieczorem w ciepło dnia, w krótkim rękawku oczekiwań na chłód. Kiedy czujesz w powietrzu to miękkie, łagodnie otulające ciepło. Zupełnie jakby jesień wcale nie witała się już z gąską. Wiesz, że nie dosięgnie Cię ten wilgotny chłód, nie dzisiaj, nie teraz. Drzewa, aż po korony, demokratycznie wysycone zielenią. Żadne się jeszcze nie wychyla, by stracić głowę dla jesieni. Zaiste dziś powietrze pachniało lipcem.
Wszystkim tak dobrze. Sprzeciwów brak.
I wiecie co? Przygotowując kolejny post o przepisach, do których warto wracać, trafiłam na wpis, w którym przeczytałam: Jesień nie jest zamiast lata. Jest jego naturalną konsekwencją. I sama siebie zadziwiłam, że tak to sobie kiedyś wykoncypowałam. Dziś, te 15 lat starsza (OMG!), niesiona niezwykłością tego wieczoru, który nie chce uchodzić za wrześniowy, powiedziałabym więcej – jest jego kontynuacją.
I tak sobie łażę po polach i lasach i czytam jedną książkę po drugiej (no dobrze, całkiem sporo też pracuję) i wymyślam nowe przepisy, które super wychodzą, udaje mi się nawet w miarę skrzętnie zanotować ingrediencje, a potem jeszcze zrobić im sesję, nim znikną z naszych talerzy – tylko czasu na publikację jakby nie wystarcza. (Przy tej okazji dodać wypada, że najlepszym motywatorem jest Wasz odzew i tutaj – Olu – wielkie dzięki).
Coś mnie ostatnio wzięło na te wrapy. Trochę dlatego chyba, że są fajną alternatywą dla kanapek i idealnie nadają się do pudełek, no i doskonale przechowują – także dobra to metoda na głoda. Więc wybaczcie, ale ja tak lubię, te wyszły tak doskonałe, że cud-mąż orzekł – Ale pychota! Co to? (W sumie się chłopak nie skapnął, że kalafiora, za którym raczej nie przepada, pochwalił. Także wiecie – polecam gorąco. (Ja po zjedzeniu jednego takiego wrapa na śniadanie, zapominam o jedzeniu aż do kolacji).
Następne w kolejce 2 wpisy książkowe, przepisy na tomatokeftedes, omlet z kurkami i potrawka z bakłażana, no i oczywiście – zbiór 10 przepisów, do których warto wracać. (Zajawiam na wypadek, gdyby ktoś chciał zgłosić preferencje, co do kolejności.)

Wrapy białkowo-błonnikowe
Składniki:
450 g różyczek kalafiora
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka suszonej cebuli
świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka zmielonego kuminu
1 łyżeczka zmielonych ziaren kolendry
1 łyżeczka oliwy z oliwek
4 jajka
200 g serka wiejskiego
4 łyżki tartego parmezanu lub grana padano
Na posypkę:
1 łyżka ziaren siemienia lnianego
1 łyżka psyllium (można pominąć)
1 łyżka sezamu
1 łyżka suszonego oregano
2 łyżki tartego parmezanu
Do podania:
100 g skyra
1-2 łyżki majonezu light
rukola / lub inna zielenina
kolendra świeża lub inne świeże zioła, wedle uznania
kulka lub dwie mozzarelli light
suszone pomidory
Przygotowanie:
- Różyczki surowego kalafiora rozdrabniamy w robocie kuchennym. Dodajemy sól, pieprz, kolendrę, kumin, cebulę i oliwę. Mieszamy dokładnie. Układamy równomiernie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy ok. 15 minut, do lekkiego zrumienienia tu i tam.
- Serek wiejski miksujemy z jajkami, łączymy z parmezanem, dosmaczamy solą i pieprzem.
- Łączymy wszystkie składniki na posypkę.
- Masę jajeczną wylewamy na podpieczony kalafior, rozprowadzamy dokładnie i równomiernie na całej blasze.
- Na całość wykładamy równomiernie posypkę.
- Pieczemy 15 minut w 190 stopniach.
- Zrumieniony wyjmujemy z piekarnika, studzimy, kroimy na 4 części.
- Ze skyra i majonezu przygotowujemy sos. Smarujemy nim każdy pokrojony kawałek po stronie bez posypki. Układamy pozostałe składniki, zwijamy. Podajemy. Tak samo dobrze przechowują się w lodówce, w zamkniętym szczelnie pojemniku, na sucho jak i zrolowane.


Smacznego!
