Dziś, oprócz książek, które ostatnio przeczytałam chciałabym polecić Wam również jeden z podcastów, których jestem namiętną słuchaczką. To chyba mój najulubieńszy podcast książkowy. Prowadzącą jest Justyna Sobolewska, która zaprasza do siebie gości opowiadających o swoich lekturach. Justyna Sobolewska jest krytyczką, autorką książek i dziennikarką tygodnika „Polityka”, stąd podcast nosi tytuł „Polityka o książkach”. Żałuję tylko, że nowe odcinki dodawane są co dwa tygodnie. Czekam na nie z wielką niecierpliwością. Wiele moich lektur pochodzi z tamtych poleceń i zachwytów. W dzisiejszym zestawieniu pochodzą stamtąd „Ścieżki północy”, choć twórczość Flanagana znałam już wcześniej, to jednak „Ścieżki” umknęły mojej uwadze, zupełnie nie wiem, jak to możliwe, a jednak. A to książka absolutnie wybitna. Jej wspomnienie jest żywe jeszcze teraz, choć czytałam ją dobrych kilka miesięcy temu.
Richard Flanagan „Ścieżki północy”, Wydawnictwo Czarne, 2025
Na początek dwa cytaty:
„Wierzył, że książki roztaczają wokół niego opiekuńczą aurę i bez książki w pobliżu umrze. Sypiał dobrze bez kobiet, ale nigdy nie mógł spać bez książki.„
„Dobra książka, doszedł do wniosku, sprawia, że chce się ją przeczytać jeszcze raz. A książka wielka każe człowiekowi jeszcze raz przeczytać swoją duszę.„
Cudownie czyta się książkę, której bohater nie wyobraża sobie życia bez książek. No nie można go nie polubić. Ale tak zupełnie na serio – Ścieżki to dzieło dużego kalibru i wielkiej wagi, niełatwa w odbiorze, bo opowiadająca między innymi o wydarzeniach z 1943 roku, z japońskiej koloni karnej w Birmie. I zapewne, jak w przypadku każdej innej lektury, jej odbiór będzie kwestią indywidualną, ale ja miałam momentami poczucie, że brakuje mi tchu, w zachwycie i euforii nią spowodowanymi. Sięga głęboko, nie pozostawia obojętnym, zostanie z tobą na długo. To tak w skrócie. Marnie mi wychodzi polecanie książki, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
I jeszcze na koniec powiedzenie głównego bohatera – „Naprzód, do ataku na wiatrak,” które stało się i moim ulubionym. I w taki oto Ścieżki nosisz ze sobą w każdy dzień.
Aysegul Savas „Antropolodzy”, Wydawnictwo Filtry, 2026
W tym zestawieniu udało mi się zebrać kilka prawdziwie wyjątkowych książek. Jak tu nie dać się pochłonąć książce, która opowiada historię małżeństwa próbującego ułożyć sobie życie na emigracji, gdy samemu żyje się z dała od kraju niemal od 20 lat. W tak wielu z ich doświadczeń mogłam przejrzeć się jak w lustrze, że przestałam w końcu zaznaczać wszystkie ciekawe fragmenty. Lektura porażająco spostrzegawcza, często gorzka i uniwersalna (również dlatego, że tak naprawdę możemy się jedynie domyślać, w jakim kraju i mieście próbują zbudować swoje życie bohaterowie; nie wiemy również jednoznacznie skąd pochodzą). Bardzo ciekawe doświadczenie, nie tylko dla emigrantów.
„Manu i ja mieszkaliśmy już razem w innych miejscach. Coś jednak w tym mieście stanowiło odbicie kadencji i proporcji, jakich pragnęliśmy od życia. Godziny tam upływały w takim tempie jak nasze; podziwialiśmy barwy tego miejsca i jego krawędzie, i upiększenia, i sposób organizacji dzielnic. Nie powiem, że wszystko to było dla nas znajome, tylko, że c h c i e l i ś m y, aby się takie stało, więc przyjęliśmy tutejsze obyczaje.
Od początku zresztą wiedzieliśmy, że bez względu na to gdzie się osiedlimy, wymusi to na nas pewne zmiany. Nie było takiego miejsca, gdzie moglibyśmy się poczuć swobodnie, nie było języka, w który – po tylu latach – moglibyśmy się zapaść jak w głęboki sen. A przecież nawet nie zaczęliśmy się zastanawiać nad poważniejszymi problemami wynikającymi z życia bez korzeni, na przykład gdzie powinniśmy zostać pochowani albo które słowa i z ktorego języka możemy stracić, gdy starość zacznie utrącać zasoby naszych umysłów.„
Patryk Zalaszewski „Luneta z rybiej głowy”, Wydawnictwo Czarne 2024
Ojojoj, jak pięknie smutne i nostalgiczne były te nadmorskie opowieści. Świetnie czyta się książkę z gatunku realizmu magicznego, które wyszło spod pióra polskiego autora. No duma i zaduma. Wybaczcie tę lapidarność. Pierwsza z opowieści chyba najsłabsza ze wszystkich, dlatego uprzedzam – nie zrażajcie się. Dajcie się pochłonąć, bo w tę książkę wchodzi się trochę jak do morza (a konkretnie Bałtyku), na początku niepewnie, by w końcu dać się ponieść falom zachwytu. Po lekturze można inaczej spojrzeć na nadbałtycką prowincję. Z większą czułością, tak jak zrobił to autor. Brawa wielkie za ten debiut, za wrażliwość i wyobraźnię.
Alain de Botton „Sztuka podróżowania”, Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca, 2010
A to z kolei zachwyt Mariusza Szczygła, jednego z gości Justyny Sobolewskiej. Podzielam i polecam. Nieprawdopodobnie celne spostrzeżenia autora, nie tylko o podróżowaniu, mocno skłaniają do refleksji. Jest to jednocześnie eseistyka erudycyjna, gęsta, intensywna. Czytać – a może raczej – smakować ją należy nieśpiesznie, po kilka stron. Razem z autorem odkrywamy Amsterdam, Barbados, Londyn, Prowansję, Madryt i dzieła wielkich twórców malarstwa i literatury. I jednocześnie – uświadamiamy sobie, że – nie trzeba wyjść ze swojej sypialni, by udać się w podróż – tak jak uczynił to Xavier de Maistre w „Voyage autour de ma chambre” (Podróż dookoła mojej sypialni).
„Niemniej jednak dzieło de Maistre’a zrodziło się z głębokiej i sugestywnej intuicji: że przyjemność, czerpana przez nas z podróżowania, może w większym stopniu zależeć od nastawienia umysłu, z którym podróżujemy, niż od samego celu podróży. Gdybyśmy potrafili podobne nastawienie zastosować do naszego miejsca zamieszkania, odkrylibyśmy, być może, iż jest ono nie mniej interesujące od wysokogórskich przełęczy i rojnych od motyli dżungli Ameryki Południowej Humboldta.
Na czym wobec tego polega owo nastawienie umysłu? Jako główną jego cechę możemy wymienić wrażliwość. Do nowych miejsc podchodzimy z pokorą. Nie żywimy sztywnego wyobrażenia o tym, co w nich interesującego. Irytujemy miejscowych, wystając na wysepkach na jezdni i pośrodku wąskich uliczek i podziwiając jakieś dziwaczne detale. Ryzykujemy przejechanie przez samochód tylko dlatego, że zaintrygował nas dach rządowego budynku bądź jakiś napis na murze. Fascynuje nas supermarket lub salon fryzjerski. Roztrząsamy szczegółowo układ graficzny karty dań albo strój prezenterki wieczornych wiadomości. Uzmysławiamy sobie istnienie pokładów historii pod teraźniejszością, robimy notatki i zdjęcia.
Nasze oczekiwania w odniesieniu do miejsca zamieszkania są znacznie bardziej ustalone. Jesteśmy przekonani, że już dawno odkryliśmy wszystko, co może być w nim interesującego, przede wszystkim z. racji tego, że tak długo tu mieszkamy. Wydaje się nie do pomyślenia, żebyśmy mogli znaleźć cokolwiek nowego w miejscu, w którym spędziliśmy dziesięć albo i więcej lat. Przyzwyczajenie uczyniło nas ślepcami.”
Alain de Botton czasami pisze o sprawach oczywistych, a jednak niekoniecznie uświadomionych. Może dlatego taka ważna to lektura i tak wielce ubogacająca.
„Przyjmując, że nasza egzystencja zdominowana jest przez poszukiwanie szczęścia, niewiele obszarów ludzkiej działalności odsłania dynamikę owych poszukiwań – z całą ich żarliwością i paradoksami – lepiej od naszych podróży. Wyrażają one, aczkolwiek niebezpośrednio, nasze wyobrażenie o tym, co jeszcze składa się na sens życia oprócz przymusu pracy i walki o przetrwanie. A jednak fakt, że obrazują problemy filozoficzne – to znaczy kwestie wymagające innego myślenia niż praktyczne – bywa powszechnie ignorowany. Jesteśmy zalewani poradami, d o k ą d podróżować; mało kto mówi nam, d l a c z e g o i j a k to robić – choć sztuka podróżowania z natury rzeczy wiąże się z licznymi pytaniami, które nie są ani proste, ani trywialne i których zbadanie mogłoby wnieść skromny przyczynek do zrozumienia tego, co greccy filozofowie tak pięknie nazywali eudajmonią lub rozkwitem osobowości.„
Helga Flatland „Pogłos”, Wydawnictwo Poznańskie, 2025
To jest chyba pierwsza i jak do tej pory – jedyna książka z serii skandynawskiej, która mnie absolutnie nie przekonała. Może to główna bohaterka, której naprawdę nie sposób polubić? Nie wiem. Nie chcę się chyba nawet zastanawiać. Nie polecam. (Choć polecam inne książki Flatland).
Maciej Woroch „Londyn po mojemu. Spacerem po mieście i historii”, Wydawnictwo Luna, 2024
Chyba nie jestem aż tak wielką fanką TVN, by mnie ta lektura przekonała. Bo właśnie sporo w niej opowieści z reporterskiej kuchni – które dla mnie były dalece bardziej niż drugorzędne. Ale książkę przeczytałam przed swoją pierwszą podróżą do Londynu (bo była jedyną, która była na podorędziu). Może nawet bardziej przekartkowałam, momentami. Nie potrafię powiedzieć, czy to wartościowa lektura. Nie potrafię jej jednoznacznie polecić, ani odradzić – ale mam przeczucie, że można lepiej trafić.
to be continued…







Nie czytałam nic z Twojej kupki.
Droga Claudio,
Polecam zatem zaczac od Antropologow lub tez – zerknij na inne moje ksiazkowe polecajki 🙂
Pozdrawiam serdecznie
Ania
Dzień dobry, 🤗
kolejna Pani polecajka zastała mnie w podróży przez Gruzję, więc tym bardziej zastrzygłam uszami na „Sztukę podróżowania”. Aż szkoda, że nie mogę jej od razu dostać. Będę musiała upolować niezwłocznie po powrocie. ♥️
Podzielam zachwyt nad „Ścieżkami północy”. To duży kawał literackiego tortu. 😃
Pozdrawiam z Wielkiego Kaukazu.
Joanna
Dzień dobry,
ależ mi się zrobiło miło! Dziękuję za ten komentarz i polecam się na przyszłość. Na publikację czeka już kilka kolejnych książkowych wpisów.
Życzę udanej podróży i pięknych odkryć, które przyniesie,
Serdeczności,
Ania