Lasagne bolognese albo jak nie bawić sie w strażaka.

  Grzywka chmur przykrywa czoło słońca. Niby lato, niby nie-wiadomo-co. Chciałoby się odruchowo pokiwać głową, otrząsnąć się z tej przedziwnej aury, tymczasem pozostaje odliczać dni do urlopu. A tu jeszcze tyle do zrobienia… Czy Wy także porządkujecie różne sprawy, kiedy przychodzi lato? Dla nas to zawsze najlepszy czas na wszelakie porządki. Mam wrażenie jednak, że…

Czytaj dalej

Szybki gulasz z kurczaka w pomidorach.

Jeszcze dwa dni i wróci z Chin córka pierwsza. Nareszcie! – Mamo! Od dwóch tygodni mówimy z Emily tylko o jednym! (Ciuchy? Paznokcie? Faceci?) – pomyślałam. – Jak tylko przyjadę zrób mi lasagne. Wiesz, taką Twoją… Tylko dużą porcję, na kilka dni przynajmniej, bo nie zamierzam jeść nic innego, kiedy wrócę! Plisss… – Mówiłaś, że…

Czytaj dalej

Pieczone ziemniaki z dipem serowo-czosnkowym.

Gołębie dokazują w czereśni sąsiada. W tym roku nie miała owoców, tak jak i nasza śliwa. Na wysokiej, dumnej wierzbie koncertują kosy. Na niebie marshmallowy chmur. (Dziś tak wiało, że może w końcu jutro uśmiechnie się do nas słońce?) Na stole, w zasięgu ręki gra Trójka. Dziecię sąsiada, biedactwo, znowu ma kolkę. Płacze boleśnie i…

Czytaj dalej

Chrrrrrupiące bakłażany bez grama tluszczu.

 Wychodzenie nocą na taras wchodzi mi w nawyk. Nie zamierzam z nim walczyć. Tak krótko trwają takie noce i tak ich w sumie niewiele. Kiedy tak siadam na schodku z lekkim wiatrem na ramionach wydaje mi się, że dopiero w ciszy nocy świat ma okazję posłuchać własnego oddechu. I cieszę się tą ciszą i wsłuchuję….

Czytaj dalej

Biegam bo nie lubię albo cukinia faszerowana komosą.

Jak dobrze jest wrócić! Długi, intensywny weekend w połączeniu z utrudnieniami natury technicznej niech będą głównymi sprawcami przedłużającego się tu milczenia. Wydaje się jednak, że co złe, za nami. Lista publikacji przygotowana, nowe pomysły rozpisane w notatkach. Będzie dobrze, a może nawet lepiej. Tymczasem cudni się maj, różaneczniki zachwycają, azalie płoną, a bzy obezwaładniają. Zaczęłam…

Czytaj dalej

Łosoś w warzywach i weekendowe akrobacje.

Nieskładnie podchodzę do nadchodzącego weekendu. Może to przez zmęczenie? Nie wiem też, czy wiosenne przesilenie wzięłoby go trochę na barki, w końcu na kogoś zgonić trzeba… Jest w tej automatycznej weekendowej radości i trochę smutku. Że będzie znowu tak jak zwykle, czyli dużo pracy a mało (niech choćby tyle!) z przyjemności, które człowiekowi, już na…

Czytaj dalej

„Pysznie dla rodziny i przyjaciół” – recenzja.

Znacie to uczucie? Że chcielibyście, ale na samą myśl o przygotowaniach i stresach, które generują, wolicie dać sobie spokój? Zorganizować przyjęcie/spotkanie z przyjaciółmi? Ha! To dopiero wyzwanie! Ok, ale co ugotować, jak się do tego zabrać, ile jedzenia kupić, jak się zorganizować, żeby zdążyć i w końcu – skąd pewność, że całe ułożone menu będzie…

Czytaj dalej

Co na kolację?

 Zdarza się Wam polecać komuś książkę, Waszym zdaniem świetną, genialną, taką z rodzaju zmieniających wiele i zapadających głęboko w pamięć, z przekonaniem, ze na pewno się spodoba i zauroczy, tak jak Was? Bo znacie siebie, swoje gusta, zainteresowania i poglądy, a tu nic! Nie ma chemii, nie ten zapach farby drukarskiej i książka, nieprzeczytana, niedoceniona,…

Czytaj dalej

Czy facet potrafi ugotować sos pomidorowy?

Potrafi obliczyć asymptotę poziomą hiperboli o 6:30 rano (w obliczu takich okoliczności można śmiało pozwolić sobie na stwierdzenie, że robi to z zamkniętymi oczami). Sprawnie stosuje technikę przeciwskrętu na motorze z pasażerem, (czyli mną) na plecach. Do swojego mini warsztatu sprowadził imadło obrotowe (zwykle nie spełniałoby oczekiwań) i nie zawahał się go użyć (i to…

Czytaj dalej

Skoro to piątek…

   Wczoraj na kolację przyszedł jeż. Pierwszy w tym roku. Czyżby już się obudziły? A więc zimowy sen zmienia się w drzemkę. Rano nie tylko ja bywam spóźniona. Słońce też . I to notorycznie! Już by się chciało wiosny. Kwitną dzikie wiśnie a nad boiskiem w klubie przelatywały gęsi (Lub inne ptactwo, lepiej nie ufać…

Czytaj dalej