Bajgle.

Siedzimy przy kuchennym stole. Wymyślonym dla czterech osób. Ja zawsze dosiadam się z boku. I bywa, że czasami mi to doskwiera. Taka dosiadka, półgębek, z mocno ograniczoną przestrzenią dla łokci, kolan i niekontrolowanych ślizgów noża na talerzu, to nic komfortowego. Ale ileż bym dała, by tak dzisiaj usiąść, byśmy wszyscy, cała piątka, siedzieli, każdy na…

Czytaj dalej

Semifreddo cheesecake with raspberry and peppermint syrup.

Czasami słyszę z ust naszych dzieci: – Ale jesteś, tato, stary… W odpowiedzi zaś: – Tak stary jak Twój świat, to na pewno, i jeszcze dłużej… Dziś rozmyślam sobie o moim dzieciństwie. Przytulam te wspomnienia, tak jak rano swoje dzieci. Nie wiem, czy rzeczywiście niektórzy nigdy nie przestają być dziećmi, ale na pewno jesteśmy nimi tak…

Czytaj dalej

Alu kofta.

– Czy to ma w sobie czosnek? – Nooo, jak chuchniesz na Facebooku, to serwer padnie… – A czy tu je w ogóle mięso? – Niekoniecznie… – To dlaczego nazywasz je klopsikami? Jak kotlet może myć bez mięsa? Nasze rozmowy przy stole. Ciągła edukacja. I, jak się możecie przekonać, różne przynosi efekty. Ostatecznie, cieszyłam się,…

Czytaj dalej

Quiche ze szparagami, miętą i parmezanem.

– Ja właściwie lubię czytać przepisy kulinarne. Tylko jeśli nie mają zbyt długiej listy składników – powiedział tata. – Mąka, cukier i masło? – zapytałam. – Za dużo o jeden – dorzuciła z uśmiechem mama. Rozmowy przy stole. Dwie babcie, dwóch dziadków, dwoje rodziców i troje dzieci. Między nimi więzy krwi, rozpisane w rysach twarzy,…

Czytaj dalej

Makaroniki truskawkowe.

Nie byłoby tych makaroników, gdyby nie pewien konkurs. Nie byłoby takiego zadania konkursowego, gdyby nie pewne mistrzostwa. Pomysł pewnie nie zrodziłby się, ani teraz, ani być może później. Muszę przyznać zupełnie uczciwie, że nie lubię ich przygotowywać. Nakład pracy i stresu, być może współmierny z ich smakiem, zniechęca mnie zawsze, ilekroć pomyślę, że znikną w ciągu…

Czytaj dalej

Brioche bouclettes. Na dzień Mamy.

Jeden krótki dzień. Jak całe życie prawie. Nie wie poranek, co popołudnie założy na grzbiet. Gdzie zawędruje i z kim. Czy wziąć parasol, ciepłe ubranie? Jak przygotować się na niewiadomą? Nie można przewidzieć wszystkiego. Żadna dalekowzroczność tego nie ogarnie. Jaki będzie wieczór? W jakim towarzystwie i czy? przyłoży głowę do poduszki? Jakiej? Gdzie? I kiedy?…

Czytaj dalej

Granola. Z białą czekoladą, żurawinami i kokosem.

  Dziś trochę w biegu. Choć w tej chwili jeszcze na starcie przed turniejem piłkarskim synka pierwszego i wieczornymi występami tanecznymi córki pierwszej. Jutro turniej synka drugiego. Niewiele chwil wytchnienia. Czas intensywny ale radosny. Pożywne śniadanie wręcz niezbędne w obliczu takich okoliczości. Cud-mąż wspominał studenckie czasy, kiedy „takie mieszanki” kupowali sobie na śniadanie. – Tylko, że…

Czytaj dalej

Bill Granger i szparagi.

Dzwoni minutnik.   (Wciąż coś/ktoś do mnie dzwoni.  W samochodzie:  – Mamo, dzwonią, żebyś zapięła pasy, słyszysz?  W domu, telefon na górze, kiedy jestem akurat na dole.  W kieszeni wiosennego płaszcza, kiedy akurat wyszłam na spacer w zimowej kurtce, tak jest zimno.)  Obieram właśnie truskawki. Lepkie od czerwonego soku palce, niezdolne wyłączyć denerwujący hałas uciekającego czasu….

Czytaj dalej