Klasyczne wegańskie falafele.
23:37 a falafele wciąż jeszcze czekają na publikację. Kolejny dzień. Zanim zmrużę 2 oko, ostatecznie i do rana (mam nadzieję 😉 spróbuję jeszcze dokończyć i napisać kilka słów tytułem zachęty.
23:37 a falafele wciąż jeszcze czekają na publikację. Kolejny dzień. Zanim zmrużę 2 oko, ostatecznie i do rana (mam nadzieję 😉 spróbuję jeszcze dokończyć i napisać kilka słów tytułem zachęty.
– Chyba ożenię się z Tobą drugi raz. Mogę? Kiedy masz wolny termin? Ten chleb jest taki dobry! – usłyszałam wczoraj od cud-męża. Jak by nie było, to można to uznać za oświadczyny. Drugi pierścionek zaręczynowy? Właściwie – czemu nie? – Pomyślałam. Tak między nami – łatwo poszło, bo to zdecydowanie najprostszy chleb, jaki w…
23.37 na ekranie telefonu wyświetla się nowa wiadomość. „Mamo gdybym się nie obudził o 5:45 to obudź mnie proszę jak przyjdziesz wyłączyć budzik Dzięki i dobranoc.” (pisownia oryginalna 😉 Autor wiadomości w chwili jej wysłania zdecydowanie był już pod wpływem snu i schodzić do kuchni, gdzie jeszcze urzędowałam ruszyć mu się nie chciało.
Ich nazwy obijają się o uszy, czytamy o nich wertując książki kulinarne, a kiedy udaje się je spotkać na sklepowej półce, sięgamy po nie z ciekawością i radością dziecka w dniu Bożego Narodzenia. Miałam tak z wakame, sumakiem, edamame. Tak bardzo potrafi czasami ucieszyć dostępność smaków, które chce się wreszcie poznać.
Miałam kiedyś tak, że obiad dla 5 osób gotowałam w 3-4 wersjach, bo a to jeden lubi ryż, drugi woli ziemniaki a trzeci nienawidzi sosów. Było więc i także osuszanie pulpecików z sosu ręcznikiem papierowym, przed podaniem na talerz. Kiedy dzisiaj sobie o tym pomyślę, to – nie wiem, co myśleć 😉 Gdzie ja miałam…
Nie jestem zwolennikiem pomysłu, że na czas odpoczynku najlepsze są filmy łatwe, lekkie i przyjemne. Na takie – szkoda mi czasu. I właśnie dlatego, kryterium wyboru filmów na majowy weekend było poczucie, że nie zmarnowałam na obejrzenie ich swojego czasu.
Pamiętam i wspominam z zakręcającą łezkę w oku nostalgią czasy, gdy mieszkaliśmy jeszcze w Polsce, dzieci były maleńkie (i było ich mniej ;-), jak czekało się na majowe weekendy. To zawsze był czas do odwrotu, w stronę morza. I pewnie, trzymało się kciuki za ładną pogodę, ale nie była ona niezbędna. Tak niewiele było trzeba.
Oj, kusi mnie żeby sobie ponarzekać na brak czasu. Albo na nadmiar pracy, który to ten brak powoduje. Tylko, że to nic nie wniesie. W zasadzie to dobrze przecież mieć ciągle coś do zrobienia (jest w tym i cel i motywacja, a i atencji pewnie nie braknie) i mieć czym wypełnić czas, który – tak…
Obiecałam Wam całkiem niedawno tutaj przepis na granolę czekoladową. Przepis zakładający konieczność przygotowania dużej jej ilości na raz, na zapas. Trochę się to w czasie przeciągnęło, ale jest.
Naprawdę nie spodziewałam się, że tak to się potoczy. Wydaje się, że powinnam mieć teraz czasu jak lodu… A przynajmniej tyle, by móc częściej publikować, tworzyć, pichcić. A tymczasem, nie. Jak widać na załączonym obrazku 😉